sobota, 8 maja 2010

Ja widze, ty widzis..
To są takie moje obselwacje - mówi H. tnąc przekwitłe tulipany wyciągnięte z wazonu.
To będą takie kfiaty na głowę, do tańca , wieś?
Wiem, wiem ale zaraz sobie utniesz nos tymi nożyczkami- mówię.
Na co H. - Nie , nie mamusiu , ja tylko myśle...

A ja myślę,że jestem w niedoczasie.
Jutro K. ma imieniny i nawiedzi nas tabun młodych ludzi płci obojga.
Jestem w lesie a nawet dalej..
Co prawda zakupy częsciowo zrobione, ale ciasta mam na razie w formie papierowego przepisu .
No i małe przemeblowanie domu będzie konieczne. No i najlepiej jakby się znalazły gdzieś ze dwie ręce do pomocy i bystra głowa. Nie wiecie kto mógłby pożyczyć??? Obiecuję ,ze oddam w stanie dobrym.

sobota, 1 maja 2010

Pierwsza majowa sobota. Pobudka z samego rana. H. krzykiem dośnym jak syrena alarmowa postawila dom na nogi. Wiadomo małe dziecko równa się mało snu. W tym przypadku to znaczy mało czasu na wszystko inne , a także niekończące się wielopłaszczyznowe kłopoty natury emocjonalno-motywacyjno-edukacyjno-zyciowej. Ale nie tracmy wiary.
Pakuję torbę i ruszamy na łono..Oczywiście będzie padać, ale w ogóle mnie to nie rusza.
Posiedzę sobie na tarasie, poodycham rezerwatem, poprzytulam się do drzew, może się uda nawet jakis spacer ? Taki mam plan na dziś.
Póki co zaparzę kawę, doczytam interpretację rysunków małego dziecka Chermet-Carroy, potem zacznę wprowadzac w zycie kolejne wskazówki Faber&Mazlish. A pole do popisu mam ooooogromne.
Czekam jeszcze na Moją Drogą A. i" Leśne głupki", to będzie nasza nowa lektura. No tak , wszystko się kręci wokół jednego..

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Jasno, ciepło , cicho...
Jestem w domu sama, jeszcze przez krotką chwilę..
Zamykam oczy i wsłuchuję się w bicie serca,
Czuję własny puls, oddycham..
Nie spieszę się.
Przez głowę przebiega stado myśli, rozmaitych.
Nieważne.
Nie zatrzymuję ich, niech pędzą..
Oddycham.
Jest mi dobrze.

Odżywam.

Dlaczego tak rzadko?

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Poniedziałek. Szósta rano.
Niestety trzeba wstac.
Zwlekam członki i z trudem witam nowy dzien.
Smak owsianki z kurkumą i imbirem przywraca mnie do zycia.
A nimesil stawia do pionu moj kręgosłup.
Obserwuję przez moment swiat za oknem.Przebłyski słońca..cichy świt...
Teraz szybkie pozbieranie dzieciarni. Zapakowanie do samochodu tornistrów,
worków pełnych ubrań na zmianę. I, co najwazniejsze ,drewnianej
łyżeczki, która dziś jest gadzetem niezbędnym wręcz i jakakolwiek egzystencja
bez niej w przedszkolu, wydaje się niemozliwa.
Pozostaje jeszcze droga , podczas ktorej rodzi się wiele pytań w małych i większych głowkach.
Gdy docieram do fabryki wydaje mi sie, ze za mną juz conajmniej połowa dnia.
Dobrze, ze w pracy dziś spokojnie...
Zbiorę siły na popołudnie.
Zapowiada się długi dzien...
Ciekawe co mnie dziś jeszcze spotka?

piątek, 16 kwietnia 2010

Siódmy dzień...
Dziś wcale nie jest łatwiej, jeszcze nie..
Długo nie...

Gdy odchodzili moi bliscy miałam żal do swiata,ze sie nie zatrzymał,
ze nie zamarł, ze sie nie skończył.Bo przecież moje życie się kończyło.
Teraz już wiem,że to co wtedy było przekleństwem,
okazało się największym błogosławieństwem.
Świat idzie dalej i wymaga od ciebie tego samego.
I choć boli,powoli dajesz sie ponieść życiu...

sobota, 3 kwietnia 2010

Na nadchodzące Święta życzę Wszystkim
spokoju , radości, pogody ducha
a nade wszystko miłości i spełnienia...

piątek, 2 kwietnia 2010

Od kilku dni spadek.
Leci po całości.
Trudny czas.

Do niedawna tak nie było.
A teraz huśtawka...