wtorek, 8 marca 2011

Dziś, wraz ze słońcem, piosenka, jedna z moich ulubionych...



Gdzieś obok nas, obok nas, życia nurt,
obok nas świateł blask
miasta rytm, gwar i szum.
Obok nas płynie tłum , obok nas tyle zmian
Niesie czas, dzieje się tyle spraw.

A my, jak we śnie, jak we mgle
Razem wciąż , sami wciąż, oczy twe, usta twe.
Ja i ty , tylko ty , na co nam świat, na co czas
To wszystko trwa obok , obok nas


Wciąż obok nas, obok nas życia nurt
Kocham twych oczu blask, pragnę wciąż twoich ust.
Ale spójrz , ale patrz, ile zmian wokół nas
Dzieje się tyle spraw, życie ma wiele barw.


Więc chodź póki czas z życia pić każdy haust
Czerpać je, wdychać je, poznać trud, poznać gniew,
Szczęścia smak , walki smak, bo żaden cień , żaden blask
Nie może przejść obok , obok nas
Nie może przejść obok, obok nas.

Czesław Niemen

czwartek, 3 marca 2011

"spójrz gwiazdy matowieją
i niczym się nie mienią
zwykliśmy je zaklinać
i szczęście swoje mijać"

Raz, Dwa , Trzy

wtorek, 1 lutego 2011

Siedzimy w domu, trochę polegujemy, snujemy się,
marudzimy, smęcimy,przewalamy sie z kąta w kąt,
coś tam poczytujemy, podsłuchujemy , gotujemy,
znienacka pieczemy ciasteczko, no a potem wiadomo..
wkurzamy się na siebie, kreślimy kolorowe koła na płachtach papieru,
wyglądamy przez okno , ścigamy wzrokiem sikorki i gile,
malujemy stare kosze, organizujemy przyjecia dla lalek,
budujemy tekturowe domki i szałasy z koca,
wzdychamy, parzymy zioła,
słowem- Chorujemy...

wtorek, 25 stycznia 2011

Kawa.
Lubię patrzeć na nią, dotykać, obracać w palcach, wąchać.
Lubię wszystko to, co mieści się pomiędzy wyjąć ( z szafki, puszki, pudełka) a pić.
Cały proces parzenia traktuję wręcz z namaszczeniem. A do tego nie obojętny jest
ekspres oraz naczynie , z którego piję.Dziś jest to kubek w pudrowym odcieniu różu.
Może to i chore ale w sumie niegroźne dla otoczenia , więc z tym nie walczę.
No i najważniejsza jest kawa, nie rozpuszczalna , lurowata , letnia breja.
Zawsze świeżo zmielona, czasami głęboko czarna, czasami z dodatkiem mleka,
z nutą czekolady czy wanilii, zwykle mocno gorąca.Ostatnio zakochałam się w
Papa Nicholas Coffee, a mówiąc ściślej w French Carmel Creme. Mnniam.
Do kawy obowiązkowo musi być coś słodkiego, no cóż tak mam , nic nie poradzę.
A już najlepiej smakuje mi w miłym towarzystwie.

Apropos towarzystwa, w zeszłym tygodniu umówiłam się z Moją Drogą A
na shopping. Co prawda po soldach pozostało już w zasadzie tylko
wspomnienie ale nie to było najważniejsze. Przede wszystkim znalazłyśmy dłuższą
chwilę, by przycupnąć na kawę i torcik bezowy , pogadać o bzdetach i rzeczach ważnych , nacieszyć się własnym towarzystwem.
I choć kawa była, mówiąc oględnie "taka sobie", to smakowała mi. Zamierzam to powtórzyć.
Może w szerszym gronie? Hasło na nadchodzące dni brzmi: łap chwilę i ciesz się drobiazgami oraz niech towarzyszy ci zapach świeżo zmielonej kawy.

wtorek, 28 grudnia 2010

W tym roku musiałam być bardzo grzeczna. Chyba dlatego Mikołaj przyniósł mi wiele prezentów.
Głównie płyty i książki. Jedna z nich jest szczególna, przeniosła mnie bowiem w czasie.Obeszło się bez psychoterapii, hipnozy, wystarczyły "Zielone pomarańcze czyli PRL dla dzieci".
I tak przypomiałam sobie czasy mojego dzieciństwa. Głównie szkołę podstawową wraz z granatowym fartuszkiem i tarczą przyszytą do rękawa, z apelem szkolnym ciągnącym się niemiłosiernie,skajowym tornistrem pełnym brudno-bladoniebieskich zeszytów beznadziejnej jakości.Pamiętam jak marzyłam o kolorowym piórniku chińskim. Moje marzenia się spełniły i Mikołaj na gwiazdkę przyniósł mi nawet dwa, ale musiłam być grzeczna!!( zupełnie jak dziś).Pamiętam pachnące białe gumki do ścierania z naklejką na środku, wyrób prawdziwie chiński. Brat jednej z moich koleżanek zjadł taką gumkę, kiedy ją po raz pierwszy zobaczył.Przypomniałam sobie zmorę przemysłu obuwniczego, czyli juniorki, niewygodne , twarde buty niezwykłej urody. Nosiła je cała szkoła. Pamiętam jak na przerwie biegało się do pobliskiego sklepu Społem i kupowało ćwiartkę chleba oraz oranżdkę w proszku, to taka prekursorka Zozoli- musujących cukierków.
Wiele tych i innych wspomnień ożyło podczas lektury "Zielonych pomarańczy". Cieszę się,że ktoś wpadł na pomysł, by utrwalić tamten swiat widziany oczami dziecka, swiat trudny, bury, szary ale nie pozbawiony swoistego uroku. Gdy czytam i opowiadam o czasach swojego dzieciństwa , mój syn otwiera oczy ze zdumienia i nie do końca rozumie, co do niego mówię a przecież to nie są czasy prehistoryczne. A może się mylę? Widocznie dla niego są..
Dobrze,że świat się zmienił, choć myślę,że nie tak bardzo jakby sie mogło wydawać, ale smak zielonych pomarańczy, czy ( jak dla mnie) bananów, zostanie zawsze wzruszającym wpomnieniem..


A.Górnicka-Boratyńska "Zielone pomarańcze czyli PRL dla dzieci"

sobota, 25 grudnia 2010

Kochani, życzę Wam w te Święta miłości, miłości, miłości,
zdrowia i świętego spokoju..

środa, 15 grudnia 2010

A jednak , życie potrafi zaskoczyć..
W sobotę udało nam się wyjechać
do Kazimierza na festyn przedświąteczny.
Po porannym wylegiwaniu się w łóżku,
podjęliśmy szybką decyzję- jedziemy.
Dzieci odsprzedaliśmy dziadkom.
Wzięliśmy ze sobą znajomych
i ruszyliśmy w drogę.
Było fantastycznie relaksacyjnie.
Po zrobieniu zapasów serów korycińskich i przepysznych jogurtów
z Mlecznej Drogi , odwiedzeniu ulubionych galeryjek,
udaliśmy się na obiad do Sarzyńskich.
A żeby już nam w ogóle było dobrze
zalegliśmy w Faktorii .
Pycha kawa i placek z borówkami z żytniej mąki
to własnie to, co małe misie lubią najbardziej.
Bez pośpiechu, wewnętrznego przymusu,
w atmosferze ogólnej radości, dobrego nastroju, spontanicznej zabawy,
przetrwoniliśmy czas do wieczora.
Kazimierz żegnał nas lekko prószącym śniegiem
ale daliśmy radę wrócić do domu bezpiecznie.

Miły dzień, dobry czas...
Lubię takie podarki od życia.